Skip to Content

Duet Nomas Artis – Jadwiga Janowska i Christopher Myśko


Ropa, dawniej nazywana olejem skalnym, pozyskiwana jest w Karpatach od stuleci. Najpierw zbierano ją z powierzchni wód i płytkich studni kopanych gołymi rękami. Łebacy — tak nazywano ludzi, którzy wyciągali ją z zagłębień ziemi za pomocą włosia końskiego i wiązek traw — byli pierwszymi nafciarzami na długo przed tym, zanim ktokolwiek użył tego słowa. Olej skalny leczył choroby skóry, impregnował drewno, służył jako opał. Potem przyszły lampy, rafinerie, koleje i miliony — a z nimi ludzie z całego świata. Kanadyjscy inżynierowie, wiedeńscy bankierzy, francuscy inwestorzy, angielscy spekulanci. Galicja stała się trzecim producentem ropy na świecie. Wydobycie zmieniło wszystko — budowano drogi, mosty, budynki, linie kolejowe. Zacofana prowincja na peryferiach Austro-Węgier zamieniła się w gorączkowy tygiel, który przyciągał i pożerał ludzkie nadzieje z jednakową siłą.

Potem przyszły wojny i wyczerpujące się złoża. Gorączka czarnego złota wygasła. Obecnie ostatnie działające kopalnie powoli się zamyka.

Ale ropa nie zniknęła. Na polach wciąż pojawiają się ciemne plamy, nad zaroślami unosi się charakterystyczny zapach. W lasach można znaleźć pozostałości dawnych szybów, albo dzikie „studzienki” — rury wkopane w ziemię, przykryte wiaderkami. Niektórzy mieszkańcy okolicznych wsi wciąż czerpią z nich ropę prowizorycznym sprzętem. Malują nią drewniane płoty, garaże, szopki. Gest tak stary, że wydaje się naturalny — jakby nigdy nie było tu żadnego przemysłu, tylko ludzie i ziemia, która im coś daje.

Karpacko-Galicyjski Szlak Naftowy biegnie od Gorlic, przez Jasło, Krosno, Sanok, Ustrzyki Dolne, dalej przez Ukrainę — Borysław, Drohobycz i Lwów. Ale szlak to słowo mylące – sugeruje coś wytyczonego i gotowego do przejścia, a tymczasem tutaj trzeba wytrwale szukać.